Czerwony Strumień

Taką pustką jak ta karmi się moja wyobraźnia. Wielkie jej przestrzenie otwierają się przede mną, gdy po raz kolejny przejeżdżam wzdłuż Doliny Dzikiej Orlicy. Wszystkie te niegdysiejsze wioski, wrastające w ziemie fundamenty domostw, osamotnione kościoły i milczące figury świętych, tworzą grunt dla potencjalności, pytań bez odpowiedzi i nieopowiedzianych historii. Czerwony Strumień w Górach Bystrzyckich jest jednym z takich zapomnianych miejsc.

Bo jeśli jest jakiś Beskid Niski Dolnego Śląska to jest on właśnie w Górach Bystrzyckich. Wprawdzie nie znajdziemy tu łemkowskich cerkwi, jednak to właśnie w tym rejonie Sudetów, zachowało się kilka drewnianych kościołów: w Zalesiu, Nowej Bystrzycy i Kamieńczyku. Niepozorność i brak wyraźnie zarysowanych szczytów to kolejna wspólna cecha obu górskich pasm. Jednak to ciągle zbyt mało by porównywać ze sobą Beskid Niski i Góry Bystrzyckie.

Widok z zielonego szlaku w stronę Czerwonego Strumienia. Na zdjęciu Kamieńczyk z Masywem Śnieżnika w tle

Prawdziwe podobieństwo znajdujemy dopiero w ludziach, a właściwie ich braku. Niegdyś gęsto zaludnione wioski pod Jagodną i Cergową w tym samym czasie uległy niemal całkowitej anihilacji. W Beskidzie Niskim w ramach akcji „Wisła”, Łemków, kojarzonych z Ukraińcami i bandami UPA, wysiedlano na zachód. Ta sama władza, kilkaset kilometrów dalej organizowała exodus ludności niemieckiej, a niedługo potem także ludności polskiej, która na krótko zajęła miejsce tych pierwszych.

Na początku mieszkaliśmy z Niemcami. Tak nas do nich zakwaterowali. Jedliśmy przy wspólnym stole, na ich talerzach. Nie traktowali nas źle, nawet przyjęli jak swoich i dzielili się tym, co mieli w spiżarni. Jakby wiedzieli, że zostaliśmy sierotami bez domów, bez ziemi, bez ojcowizny…

 

Mieszkanka Kamieńczyka

W Czerwonym Strumieniu, nieistniejącej wsi przyciśniętej do potoku o tej samej nazwie, jak w zwierciadle odbija się niedawna przeszłość tych terenów. Pierwszy raz, trafiamy tu wczesną wiosną. Pora wydaje się być odpowiednia, gdyż dawna droga przechodząca niegdyś przez wieś, potrafi mocno zarosnąć zielskiem.  Jak się ma jednak okazać, mokra zima i wiosna, również potrafią skutecznie utrudnić wędrówkę w głąb wioski i zrealizowanie całej proponowanej trasy, a to przez łąki, które jak gąbka chłoną wodę.

Na ścieżkach Czerwonego Strumienia

Pamiętam ten dzień i pamiętam, że nie mogłam zrozumieć, a tak naprawdę nie pojmuję do dziś. Nasi Niemcy dowiedzieli się, że wyjeżdżają do Niemiec. Rano gospodarz ubrał garnitur, najlepsze buty, przewiesił przez ramię płaszcz i z małą walizką czekał na żonę w sieni. Przyszła w eleganckiej sukni i pięknych skurzanych trzewikach również z małą walizką. Walizki zostawili na ławce i poszli do obory. Zajrzałam tam. Oni w tych pięknych ubraniach po raz ostatni nakarmili i napoili swoje bydło. Tylko po co…

Mieszkanka Kamieńczyka

Zanim jednak do nich trafimy od strony Kamieńczyka, zdążymy zobaczyć nieliczne pozostałości dawnej przygranicznej osady. Barokowy kościół nie zdradza zbyt wiele ze swojej przeszłości. Nie wiemy kiedy powstał i pod jakim był wezwaniem. Jedno jest pewne: do 1945 modlili się w nim Niemcy, wysiedleni zaraz po wojnie. Przed dwa kolejne lata kościół gromadził wiernych przesiedlonych z odległych kresów wschodnich. W 1947 roku władza ludowa wysiedliła także ich, tworząc w tym miejscu niezamieszkany pas przygraniczny.

Ruiny szkoły przypominają o swoim fundatorze Josephie Knauerze – biskupie wrocławskim, który w 1764 roku urodził się właśnie w Czerwonym Strumieniu.

Obraz tych ziem byłby niekompletny bez figury świętego Jana Nepomucena. Jako patron mostów i orędownik w czasach powodzi znalazł swoje miejsce tuż przy samym potoku, już po czeskiej stronie granicy. To jednak nie jedyne sakralne pozostałości po dawnych czasach w tej okolicy.

Dziadkowi wojskowi dali cynk, że będą wysiedlać z Czerwonego Strumienia. Masz pojęcie!? Najpierw ich tam zawieźli, kazali mieszkać, a po dwóch latach ci przesiedleńcy ze Wschodu, kolejny raz mieli stracić domy, w których zaczeli się urządzać. Był 1947 rok. Dziadek pojechał z wojskowymi i zabrał z czerwonego Strumienia – nie uwierzysz – stodołę! Stoi w Międzylesiu do dziś…

Mieszkaniec Międzylesia

Kiedy miniemy już stanowiska wiązu górskiego i uda nam się dojść do leśnych dróg, dotrzemy w końcu do tajemniczej figurki przydrożnej, zwanej niekiedy „Okiem Opatrzności”. Znajdująca się na rozstaju dróg płaskorzeźba musiała byś świadkiem leczenia kolejnych SS-manów, przybywających do pobliskiego schroniska Gruppenbaude, które w tamtym czasie zapewniało opiekę rehabilitacyjną i warunki powrotu do zdrowia dla niemieckich zbrodniarzy. Trudno dziś jednak odnaleźć choćby najmniejsze pozostałości tamtego schroniska, oferującego świetne widoki na masyw Snieżnika, Igliczną czy Trójmorski Wierch.

Nie znaczy to jednak, że podobnych panoram nie odnajdziemy w tych okolicach w ogóle. Wystarczy kilka minut marszu żółtym szlakiem w stronę Kamieńczyka, by doświadczyć niezwykłych wrażeń widokowych. Rozległe przestrzenie karmią moje zmysły ilekroć pojawię się w tym miejscu przy dobrej pogodzie.

Po latach marazmu, w wyludnione wioski Gór Bystrzyckich wraca nowe życie. Jednorodzinna zabudowa która rozpanoszyła się w Kamieńczyku prowadzi nas do Janulenki.

Letnia kawiarnia, otwarta zwykle w wakacyjne weekendy, ze swoimi pysznymi ciastami i aromatyczną kawą, jest najlepszym dowodem, że zapomniane przez dziesięciolecia tereny na nowo wracają w łaski turystów. Dla nas jednak przystanek w Janulence, to zasłużona nagroda na koniec intensywnego spaceru 😊

Czerwony Strumień. 1920-1925

Mówili mi często, że jednego gwoździa nie wbiliśmy, że nie dbaliśmy o dom. A o co tu było dbać? Dom został tam, na Wschodzie, a nas tu rzucili, pomiędzy obcych i kazali od nowa układać sobie życie. Do 1970 roku żyliśmy w przekonaniu, że Niemcy w każdej chwili mogą wrócić, upomnieć się o swoje, a my znowu pójdziemy na tułaczkę. Dopiero jak podpisali ten układ z Niemcami o granicy zachodniej można było wierzyć, że to już na dłużej, bo od ostatniej wojny wiem, że nic nie jest na zawsze…

Mieszkanka Kamieńczyka

Na skróty:

  • Czerwony Strumień jest wyludnioną wioską, tuż przy czeskiej granicy w okolicach Kamieńczyka. Przez jej teren przebiega dziś trasa historyczno-przyrodnicza „Śladami nieistniejącej wsi Czerwony Strumień”.
  • Dobrym miejscem na zostawienie auta, jest niewielki parking, przy przejściu granicznym w Kamieńczyku, po czeskiej stronie.
  • Prezentowane cytaty pochodzą z książki „Opuszczone wsie Ziemi Kłodzkiej” wydanej przez Towarzystwo Górskie “Róża Kłodzka”. 
  • Jako zwieńczenie proponowanej trasy, polecamy postój w kawiarence Janulenka. Działa ona jedynie w wakacyjne weekendy. Sprawdźcie koniecznie na jej facebookowym profilu czy w odpowiadający Wam dzień będzie otwarta.
Schronisko SA Gruppenbaude w Czerwonym Strumieniu. 1930-1939
Share: